Już wkrótce Mistrzostwa Świata!
Czas rozpocząć wielkie odliczanie.
Gotowi?
Pozostał tydzień!
Z czym więc może się nam kojarzyć liczba 7 w kontekście mistrzostw świata?
W mojej głowie pojawiło się skojarzenie dotyczące naszego kraju, a mianowicie roku 1974 i MŚ w RFN. Grzegorz Lato strzelił wówczas 7 bramek i tym samym został wyróżniony tytułem króla strzelców. Mundial na terenie obecnych Niemiec można uznać jako jeden z najlepszych występów w historii w wykonaniu reprezentacji Polski, bowiem uplasowaliśmy się na III miejscu, co było spektakularnym osiągnięciem.
Drużyna prowadzona przez Kazimierza Górskiego grała widowiskową, ładną dla oka piłkę. Co prawda awans na ten mundial "Orły Górskiego" wywalczyły sobie między innymi dzięki pamiętnemu remisowi z Anglią (1:1), który potocznie nazywany jest "cudem na Wembley". Oczywiście to nie jest do końca tak, że byliśmy niespodzianką zarówno eliminacji jak i samych MŚ. Trzeba pamiętać, że dwa lata wcześniej reprezentacja Polski zdobyła złoty medal olimpijski w Monachium, gdzie podopieczni Górskiego udowodnili, ze mają potencjał do tego, aby za 2 lata zaistnieć na mundialu w RFN. Polska trafila do grupy z Włochami, Argentyną i Haiti, co śmiało można było nazwać "grupą śmierci".
Najważniejsze było, aby dobrze wejść w mundial. Pierwsze starcie czekało nas z Argentyną, którą ostatecznie pokonaliśmy 3:2. Był to sygnał dla pozostałych ekip, aby nigdy nie lekceważyć pozornie słabszego przeciwnika, gdyż reprezentacja Polski jest w stanie mierzyć się z najlepszymi drużynami.Dwie bramki zdobył wówczas G.Lato, natomiast jedno trafienie zaliczył A.Szarmach. W drugim spotkaniu Polacy rozgromili aż 7:0 reprezentację Haiti.. Był to spektakularny mecz: trzy trafienia Szarmacha, dwie bramki Laty, gol Deyny jak i gol Gorgonia. Ostatnie spotkanie fazy grupowej rozegraliśmy z Włochami, których pokonaliśmy w pięknym stylu 2:1. I ponownie na listę strzelców wpisali się Szarmach oraz Deyna. Z kompletem punktów awansowaliśmy do kolejnej rundy, siejąc przy tym postrach wśród innych ekip. 11 bramek w trzech spotkaniach w tak trudnej grupie - to musiało przecież robić wrażenie.
W drugiej rundzie pokonaliśmy Szwedów 1:0 po bramce Laty, następnie ograliśmy Jugosławię 2:1 po bramkach Laty i Deyny. W tamtej formule rozgrywania mundialu dało to awans podopiecznym K.Górskiego do 1/2 MŚ, co za tym idzie: znaleźliśmy się w strefie medalowej mundialu rozgrywanego na boiskach gospodarzy.Właśnie w walce o finał przyszło nam się mierzyć z reprezentacją RFN'u. Kontrowersje wzbudził stan murawy, która była nasiąknięta wodą i w znacznym stopniu utrudniało to rozgrywanie piłki. Decyzja jednak była jasna: "Mecz nie zostanie przerwany". Polacy mięli swoje sytuacje bramkowe, jednak w świetnej dyspozycji znajdował się bramkarz gospodarzy, który jak gdyby zaczarował bramkę. Warty podkreślenia jest fakt, że mecz był pojedynkiem równego z równym. Gospodarze nie wykorzystali karnego w drugiej połowie spotkania, wówczas lepszy od Hanessa okazał się Tomaszewski, który wykazał się wysokim kunsztem bramkarskim i obronił 11-stkę. Niestety w 76. minucie legendarny Muller zdobył bramkę i tym samym wprowadził RFN do finału.
Pozostało nam grać o 3 miejsce i medal MŚ, o który mięliśmy walczyć z reprezentacja Brazylii, uznawaną wówczas za faworyta tego spotkania. Jednak to reprezentacja Polski wygrała 1:0 po bramce Laty, który tym samym przypieczętował tytuł króla strzelców. Polska historycznie zdobyła brązowy medal i została 3. drużyną świata.
1974 rok już na zawsze pozostanie tym, w którym
"Orły Górskiego" zdobyły pierwszy w historii dla Polski medal MŚ.
M.Cz.

Oby te piękne czasy powróciły i reprezentacja Polski zawalczyla o to, co najlepsze ;) fajny wpis ;)
OdpowiedzUsuń